W poszukiwaniu sprawców zbrodni rogozińskiej

Wersja z dnia 16:09, 17 sie 2012 autorstwa Sauron (dyskusja | edycje)
(różn.) ← poprzednia wersja | przejdź do aktualnej wersji (różn.) | następna wersja → (różn.)

W poszukiwaniu sprawców zbrodni rogozińskiej

„W roku 1296, 8 II król Przemysław Wielkopolski został ohydnie zamordowany przez swoich rycerzy Polaków” (Rocznik Traski) , „ ... herbu zwanego pospolicie Zaremba w pobliżu miasteczka Rogoźno. A kiedy był bardzo ciężko, jakoby śmiertelnie raniony, a oni porzucili go już umarłego, podszedł jeden z jego nieprzyjaciół pytając: czy mógłby żyć jeszcze. Podobno król słabym głosem odpowiedział, że może jeszcze przeżyć, o ile zostanie umieszczony w cieple i oddany leczeniu. Stało się bowiem to wzbudzenie w wigilię św. Apolonii dziewicy, kiedy sługa usłyszał to, który stał nad nim, dobywszy sztyletu, przebił go aż do ziemi i zabił na miejscu” . (Rocznik Małopolski)

„Król Przemysł ... na zapusty przybył do Rogoźna ... Margrabiowie brandenburscy Otto Długi, drugi Otto i syn Konrada Jan, dowiedziawszy się przez zwiadowców, że król Przemysł przebywa w Rogoźnie oddany uciechom i nie przeczuwa żadnej napaści, pewni, że nie będzie myślał o straży, która by strzegła jego życia i bezpieczeństwa, zachęceni nadto bezbronnością miejsca, które nie było otoczone żadnym wałem ani murem, gromadzą nie tylko własne, ale także najęte skądinąd wojsko. Wśród ciemności nocy przez gęstwiny leśne, by zauważeni przez kogoś nie narazili się przez swą lekkomyślność, zanim nie wywrą zemsty, w Środę Popielcową, ósmego lutego, który był dniem św. Doroty, o świcie przybywają do Rogoźna tak niespodziewanie i potajemnie ... , że wprowadzają w błąd wszystkich. Zdradziecko i podstępnie ... napadają i rzucają się na króla Przemysła odpoczywającego w sypialni królewskiej i jego rycerzy rozmieszczonych po różnych gospodach i domach, pogrążonych w głębokim śnie po wczorajszej obfitej uczcie zakropionej suto winem, ociężałych opilstwem, a zatem całkowicie bezbronnych i zupełnie nieprzygotowanych do walki. I choć król Przemysł, przerażony strasznym i niespodziewanym napadem, nie wiedząc zupełnie, jacy wrogowie i w jakiej liczbie go napadli, opanowawszy jednak strach, jako mąż odważny i znany z siły, napada na wrogów ze swoimi ludźmi, których zachętą, słowem i czynem dodawał odwagi do stawiania oporu wrogom, a starłszy się z nimi wielu z pośród nich rani lub zabija. Pełniąc walcząc z wrogiem bardziej obowiązki żołnierza niż króla, lub wodza, król Przemysł przy wielkiej przewadze nieprzyjaciół, ugodzony licznymi strzałami i ciosami miecza, walcząc, jak najdzielniej do ostatka, jak przystało jego rodowi, pada w ogromnym tłumie wrogów, a ciało okryte wieloma ranami osuwa się na ziemię. ... A kiedy go Sasi usiłowali dowieźć cało do swego kraju i osłabionego i pół żywego wskutek wielkiej liczby śmiertelnych ran wsadzili na konia, książę okazał się zbyt słaby, by móc siedzieć na koniu, lub by go można było przewieźć wozem, Chwiejąc się osuwał się na ziemię niemal martwy. Ponieważ nadto nie było żadnej nadziei, żeby król przeżył do jutra, (Sasi) z wściekłością rzucają się na związane, poranione i naznaczone już piętnem śmierci ciało, przeszywają je wielokroć sztyletami i w najokrutniejszy sposób mordują ósmego lutego ... Są tacy którzy twierdzą, że pewni panowie i rycerze polscy herbu Nałęcz i Zaremba pomagali w zamordowaniu wymienionego króla Przemysła, wiedzieli o nim i współuczestniczyli w planach wymienionych wyżej margrabiów: Ottona Długiego, drugiego Ottona i Jana brandenburskiego ... Rzecz bowiem nie do wiary, żeby zabójstwo tak wielkiego króla udało się, gdyby w machinacjach wrogów nie pomogli domownicy i służba. ... Pochowano go w katedrze poznańskiej w grobowcu jego przodków, królów Polski. ... Żył Przemysł 38 lat, 3 miesiące i 24 dni, a królował siedem miesięcy i jedenaście dni ... Ci którzy skrupulatnie badają wszystko, żywili i żywią przekonanie, że tak okrutna i tak nagła śmierć spotkała króla polskiego Przemysła z powodu zabójstwa, jakiego się dopuścił na swojej pierwszej żonie Lukerdzie (że Bóg podobnie pomścił występek), którą wymieniony król kazał zgładzić, czy to żywiąc wobec niej jakieś podejrzenia czy też, jak poddają inni, zbrzydziwszy ją sobie z powodu hańby bezpłodności” . (Jan Długosz – Roczniki)

Śmierć Przemysła II zamordowanego w Rogoźnie 8 lutego 1296 roku od wieków budzi zainteresowania historiografii. Praktycznie każde nowe pokolenie historyków dodaje nowe szczegóły, okoliczności i wątpliwości, tak że definitywnie rozwiązany już przez ich poprzedników problem jest na nowo interpretowany i są odkrywane nowe fakty. Wiadomo każda zagadka historyczna przyciąga wielu badaczy, tak jest i w tym przypadku. Głównym winnym śmierci wielkopolskiego Piasta zgodnie za źródłami, a nieraz nawet wbrew nim byli dla jednych Brandenburczycy (nie bez znaczenia którzy, ze starszej, czy młodszej linii), dla drugich polskie rody Zarembowie i Nałęczowie, dla innych z kolei Wacław II, czy nawet polscy książęta Henryk III Głogowczyk, czy Władysław Łokietek. Oczywiście dopuszczane jest przez niektórych historyków połączenie się wrogów Przemysła II w tragiczny dzień środy popielcowej 1296 roku . Wszyscy szukają motywów zabójstwa, jego okoliczności i przede wszystkim skutków, które wywołała śmierć Przemysła II dla dziejów polskiego państwa.

Zasób źródeł mówiących o śmierci Przemysła, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że wydarzenia te miały miejsce w XIII wieku jest wcale niemały, choć należy żałować, że Kronikarz Wielkopolski, nie zdołał doprowadzić swojego dzieła do czasów sobie współczesnych, a więc do roku 1295/1296 i nie opowiedział o tragicznych wydarzeniach z Rogoźna. Źródła te możemy podzielić ze względów merytorycznych na oskarżające o zamordowanie króla Polski Brandenburczyków, rody polskie (Zarembów, czy też Nałęczów, czy też oba rody jednocześnie), wreszcie źródła próbujące pogodzić obie teorie.

Do źródeł pierwszej kategorii możemy zaliczyć niestety niemal współczesny Rocznik kapituły poznańskiej , który przekazuje nam następującą wiadomość: „Item anno Domini 1296, cum idem rex (Przemysł) festum carnisprivii in Rogosno civitate celebraret, Theutunici zelo invidia inducti, quod regale sceptrum idem rex adeptus fuerat: videlicet marchio Otto Longus, cum alio Ottone, cum marchione Johanne nepote dicti regis, miserunt armatos non paucos homines ipsum ad capiendum furtive. Qui intro euntes eandem civitatem summo mane in die cinerum, gravissimus vulneribus illatis, ipsum ceperunt, quibus non sufficiens eius tam gravis captuvitas, ipsum cum deducere interrem suam commode non valuerunt, seu non valuerunt, seu non valerent, gravioribus Plagis illatis, crudeli morte extiuxerunt” . Z zapiski tej wynika, że margrabiowie brandenburscy Otto Długi, inny Otto, oraz Jan syn Konrada, będący siostrzeńcem Przemysła wysłali oddział zbrojnych, który o świcie 8 lutego wtargnął do nieobronnego Rogoźna, gdzie wielkopolski Piast spędzał zapusty by go porwać. Ponieważ jednak bronił się przed ujęciem, odniósł rany, zaś napastnicy, nie mogąc go z powodu zranienia dowieź do Brandenburgii, dobili go. Motywem zbrodni miała być nienawiść Niemców do polskiego króla z powodu koronacji. Za śmiercią Przemysła II spowodowaną przez Brandenburczyków opowiada się też Kronika oliwska, w której możemy znaleźć, że po koronacji Przemysła „uno anno supervixit et captus per satellites Waldemiri marchionis de Brandeburk occidus est in ulcionem sancte Lukardis coniugis sue, quam ipse malesuspectam habens, fecerat ingulare” , co możemy tłumaczyć: „żył jeden rok (po koronacji) pojmany przez przybocznych Waldemara margrabiego brandenburskiego zamordowany został w zemście za własną żonę, świętobliwą Lukertę, którą mając w szpetnym podejrzeniu sam przedtem kazał zabić” . Z dużym prawdopodobieństwem możemy przypuścić, że pierwszą część swojej informacji autor Kroniki oliwskiej Stanisław wziął z Liber mortuorum monasterii Oliviensis , zaś wiadomość o motywach zabójstwa dotyczącą sprawy Ludgardy powstał na skutek dopisku opata klasztoru oliwskiego. W powyższym zapisie rzuca się w oczy wskazanie, jako głównego winnego zbrodni margrabiego Waldemara, który jednak w tragicznych wydarzeniach brać udziału nie mógł, gdyż w 1296 roku miał dopiero niespełna 15 lat. Imię Waldemara znalazło się tam z pewnością na skutek złej sławy margrabiego po roku 1308, czyli po nieudanej próbie zagarnięcia Pomorza . Najwcześniejszym źródłem mówiącym o śmierci Przemysła z rąk Brandenburczyków jest jednak Rocznik Kołbacki z klasztoru cystersów w Kołbaczu na Pomorzu Zachodnim, który pod 1296 rokiem pisze: „... occisus est Petrus (!) rex Polonie a quodam Marchionum milite dicto Jacob Kossube” . Krótka ta informacja jest niezwykle cenna głównie z tego powodu, że jako jedyna imiennie wskazuje na bezpośredniego wykonawcę zbrodni niejakiego Jakuba Kaszubę. Problem w tym, że nic pewnego o nim nie wiemy , a poza tym imię pod jakim Rocznik zna Przemysła II – Piotr, budzi spore zdziwienie . Najpewniej jest to błąd autora rocznika. Wreszcie Brandenburczyków oskarżają późne w prawdzie bo pochodzące z połowy XIV wieku, lecz o tyle wiarygodne, że wywodzące się z Niemiec ( a więc nie podejrzane o stronniczość).

Kronika Henryka z Hertfordu przekazuje nam: „Quarto decemo anno Rudolfi (tj. 1286 co jest niewątpliwie błędem) regnum Polonorum per marchiones de Brandenborch destruitur. Sane marchiones Brandenburgenses cum Polonis vicinis suis bella pervicacia viribus magnis et fraquenter agentes, tandem que regnum Polonorum potenter ingredientes, iuvalescebant. Regem eorum in regno suo, in domo sua, quin et in lecto suo preoccupentes, interimabant. Regnum totum ique feroque vastantes et ubique desdantes,destruebant. Civitates, oppida, castra, villas et terras sibi propinaquiores abvapiebant et pro se perpetuo jure belli possidende tenebant. Una terrarum illarum fuit Prusia ... Hanc cruciferi de domo Theutonica ... a marchionibus dictis iam dudum eius possescoribus,emunt pecunia magna valde » . Kronikarz ten mówi więc, że Przemysł II zginął podczas wojny brandenbursko – wielkopolskiej .

Drugim niemieckim dziejopisarzem, który niedwuznacznie oskarżył Askańczyków był Detmar z Lubeki , który przy okazji obarczył również winą za śmierć Przemysła II, trzecią żonę władcy Małgorzatę, która jak wiemy wywodziła się z Brandenburgii. Brak wiadomości, czy kronikarz znalazł tą informację w źródłach wcześniejszych, czy też wydedukował ją na podstawie prostej zależności skoro Małgorzata wywodziła się z rodu oskarżanego o zabójstwo to musiała w tym morderstwie uczestniczyć.

Mamy również cały szereg źródeł doszukujących się sprawców zbrodni wśród polskich wielmożów i to zarówno polskie, jak i obce. Z przekazów polskich o zabójstwie Przemysła II przez „swoich” informują nas: Rocznik Małopolski redakcji Szamotulskiego. „1296 6 Idus Februarii rex Primislius maioris Polonie occiditur a suis militibus, de clenodio dicto vulgaliter Zaremba prope oppidum Rogoszno » ,Rocznik Sędziwoja « Rex Premislius occiditur ante Rogoszno etin Posnania a Polonis sepelitur » i Kronika książąt polskich « occisus est a suis » . Pierwszeństwo należy jednak dać najbliższego chronologicznie Rocznikowi Traski „6 Idus Februarii rex Primislaus maioris Polonie occiditur a suis Polonis turpiriter” . Niezwykle ważna jest również zeznanie biskupa poznańskiego Jana Łodzi podczas procesu polsko – krzyżackiego z 1339 roku, jest to bowiem świadectwo osoby uczestniczącej w życiu politycznym Wielkopolski tych czasów: „Quo martuo prodicionaliter interfecto in domo suo” . Ze źródeł obcych Polaków, jako winnych śmierci króla polskiego wskazują: Annalista Toruński z początku XV wieku „Anno 1296 Primizlaus rex Polonie et Pomeranie dux occisus est a militibus suis in Rogosno” , XIV wieczna Kronika Zbrasławska „Dux Calisiensis Paulo post (po koronacji Przemysła) a suis occiditur” , oraz napisany w pierwszej połowie XIV wieku Latopis Hipacki, który pod błędną datą 1305 r. pisze: „Sich wremien Preżda Premyszliawa korola Polskoho ubili samy Lachy, pjanolio w miestie Rohoznom, a zabili bojare Ladskii Nolec i Zaremba” . Z powyższych przekazów wynika, że w źródłach małopolskiej proweniencji, oraz tych pochodzących z Czech i Rusi (również i w tym wypadku informacje raczej dotarły za pośrednictwem Małopolan) głównych winnych śmierci króla widziano w wielkopolskich rodach możnowładczych. Nazwy tych rodów zostały wskazane przez Rocznik Małopolski (Zarembowie) i Latopis Hipacki (Nałęczowie i Zarembowie).

Wreszcie trzecią kategorią źródeł są te, które w równym stopniu obarczają za zabójstwo zarówno Brandenburczyków, jak i polskie rody możnowładcze. Na czoło wysuwa się tutaj Rocznik Świętokrzyski Nowy „Anno domini 1296 Premislaus rex Polonie detentus et occisus est in Rogoszno in die cinerum, circa ortum solis, de consilio melorum traditorum videlicet: Nalancz et Szarambii, nec non Saxonum, qui venerant eius eidem” . Niemal identyczne informacje przekazuje nam Katalog biskupów Krakowskich, pochodzący jednak dopiero z XV stulecia. Możemy znaleźć tutaj interesujący dodatek mówiący o winie Wacława II i nienazwanych z imienia książąt polskich: „Premislaus rex maioris Polonie detentus et occisus est in Rogosno ... de consesnsu nobilium Nalancz et Zarembii nec non Saxonum, qui venerat. Quo occiso Venceslaus rex Bohemie regnum Polonie adeptus est in Gnezno coronatur” . Nie wiadomo, czy autor katalogu wydedukował winę Wacława II zgodnie z zasadą, kto miał największą korzyść ten był sprawcą zbrodni, czy też posiadał ku temu, jakieś inne przesłanki . Wreszcie na Zarembów i Nałęczów, jak i „Saksończyków” wskazuje Jan Długosz , Marcin Bielski i Marcin Kromer .

Warto w tym miejscu przedstawić dwa fakty, co do których historiografia, jak i większość źródeł nie mają wątpliwości: datę i miejsce zgonu wielkopolskiego Piasta. Datę 8 lutego 1296 widnieje bowiem w Roczniku Traski , Roczniku Małopolskim , Roczniku Świętokrzyskim Nowym , Kalendarzu Włoclawskim i Liber mortuorum monasterii Oliviensis . Błędne więc są daty 6 lutego podane przez Rocznik kapituły poznańskiej i w jednym miejscu przez Długosza , oraz 4 lutego podaną przez Nekrolog Lubiński . Co do miejsca historycy uznają wiarygodność np. Rocznika Małopolskiego „prope oppidum Rogoszno” , czy Rocznika Sędziwoja „ante Rogoszno” mówiące, że Przemysł zginął niedaleko Rogoźna.

Jak więc do kwestii śmierci króla odnieśli się polscy historycy ? Jako jeden z pierwszych pośrednio tą sprawą zainteresował się Bolesław Ulanowski , który uwolnił od wszelkiej odpowiedzialności za śmierć Przemysła Ottona brandenburskiego z uwagi na jego późniejszą opiekę nad córką zabitego . Poza tym według Ulanowskiego wyśledzenie mordercy na podstawie dostępnych nam źródeł nie jest możliwe. Bardzo ciekawą spostrzeżenia względem relacji Długosza o zabójstwie króla przekazał Aleksander Semkowicz zwracając min. uwagę, że całkowitym wymysłem kanonika krakowskiego jest osobisty udział margrabiów w wyprawie, której celem było porwanie Przemysła. Pozostałe wiadomości mają swój pierwowzór w innych wcześniejszych źródłach. Zarembów, jako głównych winnych zbrodni widzi z kolei Stanisław Kujot i Władysław Semkowicz . Bardziej wyważoną opinię ma Oswald Balzer , który w prawdzie, jako wykonawców próby porwania wskazuje Zarembów i Nałęczów, ale nie wyklucza również udziału margrabiów . Wacława II, jako zleceniodawcę, zaś Akańczyków i polskie rody Nałęczów i Zarembów, jako bezpośrednich wykonawców uważają Kazimierz Tymieniecki i Edmund Długopolski . Nie są to oczywiście wszystkie głosy w sprawie tragicznej śmierci Przemysła II, bowiem moment ten interesował prawie każdego polskiego historyka zajmującego się końcem XIII wieku, a tych mamy niemało . Okolicznościami zgonu ostatniego wielkopolskiego Piasta dokładniej zajmowali się: Karol Górski , Kazimierz Jasiński , Zygmunt Boras , Bronisław Nowacki , i Edward Rymar . Ważne dla dziejów śmierci Przemysła II są też prace Władysława Karasiewicza , oraz Jana Pakulskiego , ze względu na rolę Nałęczów i Zarembów.

Jako pierwszy śmiercią Przemysła II wielkopolskiego zajął się gruntowanie Karol Górski. Jego propozycja, choć w zasadniczej części dzisiaj odrzucona z pewnością przyczyniła się do lepszego poznania problemu. Według Karola Górskiego nieudana próba porwania króla miała wyglądać następująco: 7 lutego wieczorem znaczny oddział żołnierzy liczący około kilkudziesięciu ludzi wyruszył przez zamarzniętą zapewne Noteć , gdzieś z pod Czarnkowa w kierunku nie bronionego żadnym umocnieniem Rogoźna. O sytuacji, jaką zastaną w grodzie byli z pewnością poinformowani przez szpiegów i wspólników z otoczenia króla. Mieli wystarczająco dużo czasu, aby niepostrzeżenie przejechać odległość dzielącą granicę od Rogoźna. W prostej linii było to tylko 35 kilometrów, lasami w prawdzie dalej, lecz spokojnie można było tą odległość pokonać w ciągu jednej nocy. Do celu swojej podróży przybyli nad ranem, jak świadczą o tym słowa Rocznika kapituły krakowskiej „summo mane” . W grodzie wywiązała się walka, podczas której został ciężko raniony władca Wielkopolski. Napstnicy zaczęli uchodzić z zakładnikiem na południowy – wschód w kierunku granicy śląskiej. Kiedy zdano sobie sprawę, że nie zdołają żywego dowieść go do celu podróży, a ranny będzie opóźniał ich ucieczkę dobili Piasta pozostawiając ciało na drodze . Zabójstwo nastąpiło według miejscowej tradycji w Siernikach w miejscu zwanym dzisiaj Porąbki odległym sześć i pół kilometra od Rogoźna . W dalszej części swojej pracy Karol Górski przechodzi do wskazania głównych winnych zbrodni Rogozińskiej, których widzi w Henryku III Głogowskim i Wacławie II . O ewentualnym udziale opozycji wewnętrznej Przemysła rodów wielkopolskich Nałęczach i Zarembach mówi już niejednoznacznie. Z jednej strony wskazuje, że brak jakichkolwiek śladów represji względem tych rodów po śmierci Przemysła II , z drugiej strony informuje nas, że stosunki łączące króla z Zarembami nie należały do najlepszych, jak świadczy chociażby bunt z 1284 roku i ród ten służy, jako jeszcze jeden argument mający udowodnić winę Henryka III . Karol Górski zdaje się tylko calkowicie uniewinniać Nałęczów, gdyż ci przez cały okres panowania ostatniego wielkopolskiego Piasta, jak i po jego śmierci utrzymali się przy rządach i byli w dobrych stosunkach z Przemysłem II . Co się jednak stało przyczyną odejścia Henryka III Głogowczyka od współpracy z Przemysłem, skoro jak sam autor Śmierci Przemysła II wskazuje , że wcześniej istniał układ gwarantujący sukcesję księcia głogowskiego w Wielkopolsce ? Według historyka zadziałały tutaj dwa aspekty, które spowodowały zmianę stanowiska: z jednej strony polityczny tj. zbliżenie się Przemysła II, poprzez małżeństwo z Małgorzatą do Brandenburgii, a za pośrednictwem Askańczyków do głównego wroga Henryka III na Śląsku – księcia Legnicy Bolka , o czym skądinąd nic nam nie wiadomo, nie bez znaczenia miał być również fakt układu kaliskiego z 1293 roku, który wykluczał Henryka III z sukcesji , z drugiej strony moralny, tj. spadek autorytetu władcy wielkopolski po zabójstwie Ludgardy . Zresztą Henryk III znany nam, jako władca niezwykle okrutny miał by bez żadnych oporów zdecydować się na porwanie swojego kuzyna z Wielkopolski, by wymusić na nim, jakieś ustępstwa . Jest to rozumowanie nie poparte żadnymi dowodami . Mało prawdopodobne jest również dowodzenie Karola Górskiego w sprawie odpowiedzialności margrabiów za mord Rogoziński. Istnieją według niego trzy podstawowe argumenty, które mogą uniewinnić Askańczyków: obecność Ryksy Elżbiety na dworze Ottona Długiego po zgonie Przemysła , brak wykorzystania śmierci Wielkopolanina przez Brandenburczyków, wreszcie brak potwierdzenia tego faktu w kronikach brandenburskich.. Wszystkie te aspekty można jednak w sposób dosyć prosty podważyć, gdyż Reiczka mogła znaleźć się na dworze brandenburskim przed 8 lutym 1296 roku , sprawa zaborów jest obecnie postrzegana zupełnie inaczej , o czym przyjdzie jeszcze pisać, zaś udowodnienie czegoś z powodu „ex silencio” źródeł nie wyszło jeszcze nikomu, gdyż powodu tego stanu rzeczy, zwłaszcza jeżeli mamy na myśli bezpośrednio zainteresowane źródła brandenburskie, które chciały ukazać margrabiów w jak najlepszym świetle możemy znaleźć kilka . W końcu jednak sam Karol Górski łagodzi ton swojego dowodzenia uznając, że udział margrabiów w spisku jest potwierdzony przez wiarygodny Rocznik Kołbacki . Rolę Brandenburczyków ogranicza jednak, co najwyżej do użyczenia ludzi mających odpowiednie kontakty na dworze poznańskim . Głównym inicjatorem zbrodni oprócz Henryka III miał być dla autora „Śmierci Przemysła II„Wacław II, co znajduje potwierdzenie w Katalogu V biskupów krakowskich . Dalsza motywacja udziału Wacława II w nieudanej próbie porwania zgodna jest z zasadą: kto miał największą korzyść, ten winien. Książę czeski miał bowiem zdawać sobie sprawę, że wojna o Małopolskę była tylko kwestią czasu, chciał więc porwać Przemysła II, aby go zmusić do rezygnacji z korony. Chcąc zaś wprowadzić swój plan w życie nawiązał kontakty z Brandenburgią i Henrykiem III, którzy poprzez Małgorzatę i Zarembów mieli zorganizować porwanie . Głównym wykonawcą stał się tutaj ostatecznie Henryk III, rola Brandenburczyków i Zarembów ograniczyła się tylko odpowiednio do: użyczenia swojego terytorium i działalności wywiadowczej. Głównym zaś argumentem na współpracę Henryka III z Wacławem II miała być obecność księcia głogowskiego w Pradze na koronacji Wacława na króla Czech w 1297 roku .

Zupełnie inaczej do kwestii zabójstwa Przemysła II podchodzi Kazimierz Jasiński, który po przeprowadzeniu ponownego przeglądu źródeł wysunął kilka nowych wniosków. Przede wszystkim w odróżnieniu od Karola Górskiego uważa za pewnik udział w zbrodni margrabiów brandenburskich, co da się zwłaszcza wyczytać w pełni wiarygodnym Roczniku Kapituły Poznańskiej . Wiadomość tą w pełni potwierdza dokument z 3 lutego 1296 roku , który wskazuje, że w momencie zamachu margrabiowie przebywali w bezpośredniej bliskości granicy u hrabiów von Wedel w Brzezińce (Falkenburg) na ziemi pełczyckiej, gdzie z pewnością oczekiwali na wieści z Rogoźna. Przy okazji dokument ten umożliwia weryfikację listy margrabiów kierujących nieudaną próbą porwania polskiego władcy. Z listy podanej przez Rocznik Kapituły Poznańskiej uniewinnić trzeba, zdaniem profesora, z całą stanowczością Ottona Długiego, przedstawiciela linii ottońskiej, z którą był Przemysł II w dobrych stosunkach. Wina za mord całkowicie spada więc na przedstawicieli linii joanickiej. W prawdzie Rocznik Kapituły Poznańskiej wymienia tylko trzech margrabiów pomyłkowo Ottona Długiego (zamiast przedstawiciela linii stendalskiej Ottona VII, który był mniej znany), drugiego Ottona ze Strzałą, oraz Jana IV, jednak za dokumentem z 3 lutego można tutaj dodać również ojca Jana IV i Ottona VII, a szwagra Przemysła II Konrada obecnego w Falkenburgu . Wcześniejsza historiografia po prostu błędnie dotychczasowo przyjmowała, że polityka obu linii dynastii Askańskiej była ze sobą zupełnie zgodna . Z czym należy się zgodzić. Objęcie Pomorza Gdańskiego po śmierci Mszczuja II, oraz koronacja królewska spowodowała, że przedstawiciele linii joanickiej poczuli się zagrożeni w swoich planach rozrostu posiadłości kosztem Wielkopolski i Pomorza Gdańskiego. Wzrost potęgi Przemysła II nie przeszkadzał natomiast margrabiom skupionych wokół Ottona Długiego (zwłaszcza po małżeństwie Przemysła z Małgorzatą), którzy nie rościli sobie pretensji do Pomorza . Za nieprawdziwą i bałamutną uważa Kazimierz Jasiński informację Henryka z Herfordu o wojnie wielkopolsko – brandenburskiej, jako wiadomości odosobnionej. Według profesora nastąpiło tutaj proste połączenie wydarzeń z 1296 i 1308 roku w jedną wiadomość . Kazimierz Jasiński próbował również wyśledzić kwestię pochodzenia Jakuba Kaszuby, wskazanego przez Rocznik Kołbacki , jako bezpośredniego zabójcy Przemysła II. Miał on pochodzić z Meklemburgii, której mieszkańcy w tym okresie byli nazywani jeszcze Kaszubami, dopiero z czasem nazwa ta została ograniczona do mieszkańców polskiego Pomorza . Profesor Kazimierz Jasiński rozprawił się również z poglądem całkowicie uniewinniającym ze zbrodni polskich możnych, zwłaszcza Zarembów, o których winie, jak uznaje, przemawia kilka niezależnych od siebie źródeł. Przede wszystkim wprost na Zarembów wskazuje Rocznik Małopolski . Podobnie można interpretować przekaz Rocznika Traski , którego słowa „rex Primislius maioris Polonie occiditur a suis militibus videlicet Polonis turpiter” należy tłumaczyć, że Przemysł II król Wielkopolski został zabity przez swoich rycerzy ku największej hańbie Wielkopolan, gdyż akurat w tym kontekście słowo „Polonis” należy tłumaczyć raczej partykularnie . Świadczy o tym jeszcze to, że Brandenburczycy chcąc porwać Przemysła II z serca Wielkopolski musieli działać w porozumieniu z jakąś wewnętrzną opozycją, gdyż inaczej sprawa porwania była by skazana z góry na niepowodzenie. Termin „militibus” świadczy, że winnych należy szukać wśród rycerstwa i w rachubę niestety wchodzą oprócz możnych również przedstawiciele średniego i drobnego rycerstwa z Wielkopolski . Wykluczyć tutaj należy Pomorzan, gdyż żadne źródło na to nie wskazuje, zaś informacja Rocznika Kołbackiego o Jakubie Kaszubie niczego nie dowodzi, skoro nie wiemy z jakiego Pomorza, czy też może z Maklemburgii się on wywodził. Trudno w tym wypadku źródłom małopolskim zarzucić stronniczość, jakie bowiem były by powody oczerniania wielkopolskiego rodu Zarembów, skoro ten w XIV wieku stracił na znaczeniu i potracił urzędy i władzę . Zarzut ten spokojnie można z kolei odnieść do Nałęczów, których potęga w XIV stuleciu sięgnęła apogeum i z pewnością kłuło w oczy niektóre małopolskie rody. Zwłaszcza, że o udziale Nałęczów w zabójstwie Przemysła mówią nam dopiero źródła późne: Rocznik Świętokrzyski Nowy , Katalog V biskupów krakowskich i Jan Długosz . Z kolei przyczyny dla których Rocznik Kapituły Poznańskiej nie wskazuje sprawców wielkopolskich są oczywiste . Słabszą stroną wywodów Kazimierza Jasińskiego jest zupełny brak wyjaśnienia, jak to było możliwe, że Zarembowie, którzy mieli się przyczynić do śmierci Przemysła II (a więc raczej na pewno byli przeciwni jego polityce), za rządów sojusznika i następcy wielkopolskiego Piasta Władysława Łokietka nie tylko utrzymali się przy urzędach, a nawet więcej „należeli do najbardziej zdeklarowanych stronników księcia kujawskiego” . Zwięzłe streszczenie swoich poglądów w kwestii okoliczności zgonu Przemysła II przedstawił Kazimierz Jasiński w Historii Gdańska: „Objęcie przez Przemysła Pomorza po śmierci Mszczuja było dotkliwym ciosem dla brandenburskich planów zajęcia tej dzielnicy ... Wypadki rogozińskie pozostają zatem w ścisłym związku z rywalizacją wielkopolsko – brandenburską o Pomorze Gdańskie ... Zamordowanie Przemysła nie było zamierzone, co w niczym nie pomniejsza odpowiedzialności Brandenburgii za ten fakt. Oni byli głównymi, jeżeli nawet nie wyłącznymi sprawcami zabójstwa Przemysła, udział niektórych możnowładców wielkopolskich – głównie z rodu Zarembów – w wydarzeniach rogozińskich był drugorzędny. Z margrabiami musiała współpracować chociażby mała grupa Wielkopolan, w przeciwnym bowiem razie bardzo śmiały plan porwania byłby z góry skazany na niepowodzenie. Wielkopolscy wrogowie Przemysła musieli dostarczyć stronie brandenburskiej informacji o intinarium króla, a przede wszystkim zabezpieczyć przemarsz oddziału brandenburskiego przez ziemie polskie”.

Właściwie nic nowego w sprawie rozwiązania problemu zabójstwa Przemysła II nie wnosi Zygmunt Boras. Jego popularne prace stanowią jednak niejako podręcznikową wykładnię informacji o okolicznościach zbrodni rogozińskiej . Autor opiera się w nich prawie wyłącznie na przekazie Jana Długosza, do którego podchodzi w sposób prawie bezkrytyczny.

Zupełnie inną wartość mają ustalenia Bronisława Nowackiego. To właśnie z pod pióra tego naukowca wyszła pierwsza monografia dotycząca życia Przemysła II . Za głównych sprawców śmierci Przemysła II uważa on Brandenburczyków z linii joanickiej, gdyż na to wskazują zarówno źródła północno – zachodniej Polski, jak i niemieckie. Przy czym nie wyklucza on także udziału w zbrodni najmłodszego syna Konrada – Waldemara, który według jego ustaleń urodził się najpóźniej w październiku 1281 roku, a więc w momencie Rogoźna był już niespełna 15 letnim młodzieńcem, z pewnością wprowadzanym już przez ojca i braci w arkana polityki. Dokument z 3 lutego 1296 roku świadczy tylko, że młody margrabia nie brał udziału w czynnościach prawnych związanych z zamachem . Treść Kroniki Oliwskiej może zaś wskazywać na żywe opinie o udziale margrabiego Waldemara w interesującej nas sprawie, którego autor kroniki mógł zresztą znać z autopsji . Co do tajemniczej postaci Jakuba Kaszuby Bronisław Nowacki zgadza się całkowicie ze zdaniem Edwarda Rymera i identyfikuje go z Jakubem de Guntersbergiem wywodzącym się z Pomorza Zachodniego Bogusława IV, który następnie przeszedł na służbę brandenburską . Pewne podejrzenia nie wiadomo, czy słuszne można kierować również wobec królowej Małgorzaty, głównie z dowodów pośrednich. Zasadniczym dowodem ma tutaj być np. szybki wyjazd Małgorzaty z Polski pomimo, że miała zapisaną oprawę wdowią w kasztelani zbąszyńskiej . Kazimierz Jasiński podaje jeszcze jeden argument, który przemawia za winą Askańczyków. Według niego jest to dokument datowany błędnie, co zresztą zauważyli już niemieccy wydawcy, na pierwszą niedzielę wielkiego postu 1290 roku, a świadczący, że wydając go przebywali w wielkopolskim Dobiegniewie. W rzeczywistości należy przyjąć, że data wydania tego dokumentu powinna brzmieć 12 lutego 1296 roku . Świadczy to, że już pięć dni po śmierci polskiego króla Brandenburczycy rozpoczęli inwazję, z pewnością za porozumieniem z miejscowymi rodami, skoro nie słyszymy o wojnie o pograniczne ziemie Wielkopolski. Jako całkowicie wiarygodne trzeba uznać według Nowackiego źródła grupy południowej dowodzące, że śmierć Przemysła spowodowała opozycja wewnętrzna, skupiona głównie wokół Zarembów. Na podstawowe pytanie dlaczego ta informacja nie znalazła się źródłach o proweniencji północno – zachodniej Bronisław Nowacki odpowiada następująco: że jeśli chodzi zwłaszcza o źródła niemieckie – roczniki cysterskie z Kołbacza i Oliwy to nie uczyniły one tego, gdyż działalność spiskowa obu obwinionych rodów nie była z pewnością jawna, ani też zbytnio aktywna. Nic więc dziwnego, że prawda o tym wydarzeniu dotarła do postronnych osób dopiero po upływie pewnego czasu . Poza tym śmierć króla Polski była dla Brandenburczyków sporym sukcesem politycznym, z którym nie chcieli się z nikim dzielić, stąd w Niemczech uprawdopodobnił się pogląd o ich wyłącznym udziale. Niezwykle ważną rolę w próbie porwania Przemysła II odegrać mieli Zarembowie i Nałęczowie, którzy posiadając posiadłości w nadgranicznych obszarach Wielkopolski mogli przeprowadzić oddział Brandenburczyków nie wzbudzając niczyich podejrzeń . Reasumując zdaniem Bronisława Nowackiego winę możemy rozłożyć równomiernie na Askańczyków linii joanickiej, jak i wielkopolskie rody Zarembów i Nałęczów. Bardzo ważnymi dla problemu zbrodni rogozińskiej ze względu na podejmowane zagadnienia są artykuły Edwarda Rymara. Podjął się on min. ustalenia kim mógł być wskazany przez Rocznik Kołbacki tajemniczy Jakub Kaszub, wcześniejsze bowiem próby zidentyfikowania zabójcy nie były zadawalające . Autor w swoim poszukiwaniu śladów po owym Jakubie Kaszubie wyszedł z założenia, że skoro źródło zachodniopomorskie, piszące o wydarzeniach w Wielkopolsce podało tak duży szczegół , jak udział w wyprawie na Rogoźno jakiegoś tam rycerza to naprawdę w tamtych rejonach musiano wierzyć w morderstwo przez niego dokonane. Nie bez znaczenia jest tutaj fakt, że cystersi mając swoje posiadłości nad granicą z Wielkopolską byli żywo zainteresowani wydarzeniami w sąsiednim kraju. Co więcej posiadali oni także filię klasztoru w Bierzwinku, leżącego blisko Brzezina, z którego to od co najmniej 3 lutego 1296 roku margrabiowie obserwowali rozwój wypadków w Rogoźnie . Stąd też informacje o wydarzeniach mogły zostać przekazane do Kołbacza. Poszukując kim był Jakub trzeba było zrobić kilka założeń: ród, z którego pochodził wywodził się z co najmniej warstwy rycerskiej (o mieszczaninie raczej źródło by nie informowało), oraz z państwa Bogusława IV, ale przed 1296 rokiem przeszły na służbę brandenburską. Wszystkie te warunki zdaniem Edwarda Rymara spełnia rodzina Guntersbergów , która dopiero około roku 1284 za jakieś zasługi przeszła ze stanu mieszczańskiego do rycerskiego . Po roku 1286 na ponad trzydzieści lat Guntersbergowie znikają ze źródeł pomorskich, znajdując swoje miejsce na terenie państwa Askańczyków . Edward Rymar zadał też ostatecznie kłam teorii mówiącej o braku wykorzystania przez Brandenburgię śmierci Przemysła II, co miało stanowić koronny argument przeciw uczestnictwu Askańczyków w zbrodni . Według niego zabory w 1296 roku objęły nie tylko tereny po Noteć, ale w wielu punktach rzekę tą przekroczyły obejmując grody w Wieleniu, Czarnkowie i Ujściu, oraz Santok i Drezdenko, odzyskane zapewne dopiero w latach dwudziestych, bądź trzydziestych XIV stulecia. Istnieją dwa przekonywujące dowody na zagarnięcie przez margrabiów tych ziem już w 1296 roku. Pierwszym jest dokument ze stycznia 1298 roku, w którym Andrzej Zaremba biskup poznański dzieli swoje biskupstwo na cztery archidiakonaty. Granica trzech z nich zostały dokładnie określone , podczas gdy czwartego zostały tylko ogólnie zarysowane: „ita tamen, quod se ultra Notes fluvium non extendat quia illam partem archidiaconatui quarto reserramus” . Trudno tutaj zgodzić się z Władysławem Karasiewiczem, że czwarty archidiakonat dlatego był bliżej nieokreślony, gdyż nie był zbytnio rozwinięty gospodarczo . Drugim dowodem był wspomniany już przeze mnie wcześniej dokument z 12 lutego 1296 roku wydany przez margrabiów w Dobiegniewie w Wielkopolsce, co wskazuje, że Askańczycy od razu na wieść o śmierci Przemysła II przystąpili do inwazji . Zastanawiająca jest tylko względna łatwość w jaki Brandenburczycy opanowali sporne obszary w Wielkopolsce, o które z Przemysłem I , a zwłaszcza z Bolesławem Pobożnym walczyli bezskutecznie kilkadziesiąt lat. Sprawy tej nie da się inaczej wytłumaczyć, jak poprzez zdradę mieszkających tam rodów na rzecz Brandenburgii. Były to drobne rodziny rycerskie, w znacznym stopniu pochodzenia niemieckiego, gotowe, w każdej chwili uznać zwierzchnictwo silniejszego pana lennego, by tylko utrzymać się przy włościach, oraz cześć Nałęczów i Zarembów mających posiadłości na spornym obszarze . O dobrej współpracy zwłaszcza Nałęczów z Brandenburczykami, może świadczyć – zdaniem Rymara – fakt ich utrzymania się na pogranicznych ziemiach, choć wiadomo, że władcy starali się usuwać nie pewne elementy z takich terytoriów . Warto również zauważyć, że Edward Rymar stoi również na stanowisku błędnego traktowania polityki obu linii dynastii askańskiej, jako nierozerwalnej całości, podczas gdy z linią ottońską, co najmniej w latach 12931296 (od małżeństwa z Małgorzatą) utrzymywał Przemysł II zupełnie poprawne stosunki .

Na koniec przeglądu literatury warto tutaj zwrócić uwagę na prace związane z rodami Nałęczów i Zarembów, z którymi los związał Przemysła II w sposób nierozerwalny. Zarembami dość grunownie zajął się Władysław Karasiewicz i stara się całkowicie ich uniewinnić , (a przy okazji również Nałęczów) motywując to tym, że żadne ze współczesnych źródeł wielkopolskich, czy pomorskich, na nich nie wskazuje . Co do źródeł małopolskich autor uważa, że zapiski te są późne i tendencyjne, gdyż powstały w czasach, gdy rody Zarembów i Nałęczów były zniesławione przez bunt Maćka Borkowica z Zarembów w 1352 roku, oraz zdradę Wincentego z Szamotuł z Nałęczów za czasów panowania Władysława Łokietka . Bezzasadność oskarżeń powyższych źródeł narracyjnych wskazują również dokumenty, z których wynika, że Zarembowie utrzymali wysokie urzędy jakie sprawowali za Przemysła II, za jego następcy, a ponadto wybór Władysława Łokietka według tych samych źródeł był jednomyślny, stąd wniosek, że również oni znaleźli się wśród zwolenników księcia kujawskiego . Sprawców zabójstwa należy więc szukać – według Karasiewicza – wśród Brandenburczyków i pomorskich poddanych króla, na co wskazywać ma przydomek bezpośredniego zabójcy: „Kaszub” . Innym ewentualnym „kandydatem” może być Wisław Rugijski, który również wysuwał pretensje względem Pomorza .

Bardzo ostrożnie do kwestii zdrady Zarembów, a zwłaszcza Nałęczów podchodzi Jan Pakulski , który w prawdzie przyjmuje za Kazimierzem Jasińskim, że sprawcami mordu byli Brandenburczycy, z którymi współpracowali jacyś wrogowie wewnętrzni , jednakże śladów tej zdrady nie można odszukać, gdyż zarówno Zarembowie, jak i Nałęczowie utrzymali się przy urzędach. I tak przed Rogoźnem wśród Zarembów Filip był archidiakonem gnieźnieńskim, jego brat Sędziwój utracił w prawdzie kasztelanię rudzką, ale został podkomorzym gnieźnieńskokaliskim. Wysokie godności w latach dziewięćdziesiątych sprawowali także Michał (podczaszy kaliski), późniejszy biskup Andrzej (kanclerz gnieźnieńsko – poznański), Abraham (skarbnik gnieźnieński), Żegota (łowczy gnieźnieński), wreszcie Beniamin (wojewoda poznański). Również Nałęczowie nie mogli narzekać na niełaskę królewską. zwłaszcza po 1284 roku, czyli po zdradzie Zarembów, kiedy obserwujemy u Przemysła II politykę równowagi w rozdawaniu urzędów rodom wielkopolskim. W tym wypadku Dzierżykraj został kasztelanem na Drezdenku, jego brat Tomisław kasztelanem poznańskim, Wincenty kasztelanem santockim, a Jan biskupem poznańskim . Tak więc jeżeli udział Zarembów w spisku przeciw królowi, ze względu na wydarzenia 1284 roku jest prawdopodobny, to u Nałęczów nie widać powodów do takiego postępowania. Oczywiście należy obalić pogląd Karola Górskiego , jakoby stosunki margrabiów z polskimi rodami możnowładczymi były nie do pomyślenia. Te były możliwe chociażby ze względu na sprawowanie przez nich najważniejszych urzędów, posiadanie dóbr na pograniczu, wreszcie poprzez Małgorzatę . Pewne zastanowienie musi budzić określenie przez Rocznik Traski biskupa poznańskiego Jana przy okazji jego wyboru w 1286 roku przezwiskiem „Traditor”, co nijak nie da się inaczej tłumaczyć jak „zdrajca”. Skądinąd Jan znany jest jako współpracownik Przemysła II, co ujawniło się chociażby w tym, że biskup był jednym z koronujących władcę wielkopolskiego na króla w 1295 roku i chowających w katedrze poznańskiej w roku następnym. Być może prawdziwe są przypuszczenia Jana Pakulskiego „że trzeba przyznać wiarygodność źródłom, które obciążąją odpowiedzialnością za mord otoczenie Przemysła II. Było one, winne, że nie zapewniono królowi bezpieczeństwa, czy też zdradzono Brandenburczykom jego itinerarium. Trudno jednak było znaleźć winnych. Rzucono wobec tego oskarżenia na rody, których przedstawiciele należeli, jako wysocy dostojnicy do bliskiego otoczenia królewskiego. Podejrzenia mogły być spreparowane w samej Wielkopolsce przez niechętne Nałęczom i Zarembom inne rody. Wieść musiała dotrzeć do Małopolski i tu ją skwapliwie odnotowano” .

Jak więc wyglądały ostatnie chwile króla Polski Przemysła II ? Święta Bożego Narodzenia 1295 roku spędził król w Poznaniu, tam też spotkał się zapewne z Władysławem Łokietkiem. O czym wówczas rozmawiano, nic nam nie wiadomo, możemy tylko przypuszczać, że zastanawiano się ogólnie nad możliwościami odzyskania Małopolski, bądź usunięcia raz na zawsze zagrożenia brandenburskiego. Czy treść tajnych rozmów mogła przedostać się na zewnątrz ? Z pewnością tak, ale warunek ten nie musiał wcale zaistnieć, aby Askańczycy z linii joanickiej poczuli się zaniepokojeni wzrostem potęgi sąsiada, który poprzez objęcie po Mszczuju II Pomorza Gdańskiego i koronację królewską zaczął wyrastać ponad licznych Piastowiczów. Cel, jaki przyświecał Przemysłowi II był oczywisty dla wszystkich – zjednoczenie Polski i wiadomo było, że wcześniej, czy później król upomni się o ziemie zagrabione przez margrabiów w Wielkopolsce. Czas biegł nieubłaganie. Po 25 stycznia 1296 król opuścił swoją stolicę, by na pewno już 3 lutego znaleźć się w Pyzdrach. Tego roku Przemysł II postanowil spędzić ostatnie dni karnawału (tzn. od czwartego do siódmego lutego), czyli tzw. zapusty w Rogoźnie nad Wełną. Dlaczego właśnie w tym nie obwarowanym grodzie, blisko granicy brandenburskiej ? Prawdopodobnie nie dowiemy się tego nigdy. Król wyjeżdżając z Pyzdr z pewnością nie przypuszczał, że w odległej o jakieś trzydzieści parę kilometrów brandenburskiej Brzezinie przebywają dwaj bracia Otto IV ze Strzałą, Konrad, oraz synowie tegoż ostatniego Otto VII i Jan IV i zapewne także najmłodszy Waldemar . Zostali oni dokładnie poinformowani przez zdrajców z otoczenia Przemysła II o planach władcy Wielkopolski na najbliższe dni. Tymczasem król bawił się w najlepsze przy zwyczajowych turniejach i ucztach, zakrapianych, a jakże mogło być inaczej dużymi ilościami alkoholu. Nic dziwnego, że czujność straży mającej czuwać nad bezpieczeństwem władcy, była coraz słabsza, tym bardziej, że zapewne 8 lutego miano, już wracać do innych zajęć, bowiem tego dnia rozpoczynał się liturgiczny czterdziestodniowy okres Wielkiego Postu i przed wyruszeniem w dalszą drogę chciano odpocząć. O tym wszystkim, tak jak już wspomniałem wiedzieli doskonale margrabiowie wysyłając silny oddział zbrojnych mający uprowadzić króla. To, że planem margrabiów było porwanie wielkopolskiego Piasta, świadczy cały szereg źródeł z Rocznikiem Małopolskim na czele . Co chciano w ten sposób uzyskać ? Do końca nie wiadomo. Najpewniej rezygnację z Pomorza Gdańskiego i planów zjednoczenia Polski. Oddział zapewne składał się z kilkudziesięciu ludzi, gdyż porwanie panującego na obcym, wrogim terytorium wymagało odpowiedniego zabezpieczenia. Bezpośrednio dowództwo na tym oddziałem powierzono wymienionemu przez Rocznik Kołbacki Jakubowi zidentyfikowanemu przez Edwarda Rymara , jako Jakub Guntersberg. Nie był tutaj wymagany osobisty udział margrabiów , co można wyczytać z Rocznika kapituły poznańskiej i Jana Długosza. Co więcej taki udział przedstawicieli linii joanickiej byłby co najmniej dziwny. Po cóż mieli bowiem ryzykować swoje życie, zapewne nie będąc pewnymi sukcesu. W każdym razie kilkudziesięcioosobowy oddział wyruszył wieczorem 7 lutego, najpewniej już po zachodzie słońca, by najkrótszą drogą przez skutą lodem Noteć dotrzeć do miejsca w którym przebywał Przemysł. Jak to ustalił Karol Górski słońce 7 lutego (czy też właściwie 30 stycznia, jeżeli uwzględnimy późniejszą reformę kalendarza papieża Grzegorza) zachodziło o 16.48, wschód słońca miał nastąpić o 7.38, co dawało czternaście godzin czasu, które spokojnie wystarczały na dotarcie porywaczy do celu wyprawy . Atak nastąpił wczesnym rankiem 8 lutego w Środę Popielcową, kiedy rycerstwo pogrążone było w głębokim śnie. Pomimo tego zdołano zorganizować, jakąś obronę pod osobistym przewodnictwem króla. Niestety napastników było zbyt wielu, by ich pokonać. Podstawowym celem ludzi Jakuba Guntersberga było oczywiście ujęcie żywcem polskiego monarchy, ale w zamieszaniu bitewnym kto o tym myśli. Dopiero, kiedy król okryty licznymi ranami osunął się na ziemię udało się go pochwycić. Brandenburczycy mimo to nie rezygnowali i posadzili ciężko rannego na konia, by uciekać w kierunku odwrotnym niż przybyli. Była to najpewniej próba zmylenia pogoni, która w pierwszym rzędzie, zapewne obsadziła najkrótszą drogę ku Noteci. Wkrótce porywacze zdali sobie sprawę, że nie są w stanie dowieść żywego króla do celu, a tylko jeniec opóźnia ich ucieczkę. Padł wtedy rozkaz, wydany przez dowódcę oddziału Jakuba, zamordowania króla , być może wykonany przez niego osobiście. Stało się najpewniej 6 i pół kilometra na południowy – wschód od Rogoźna we wsi Sierniki, jak mówi nam o tym późna w prawdzie, ale dość prawdopodobna tradycja . Ciało królewskie porzucono na drodze, gdzie zostało odnalezione przez wiernych rycerzy. Bezpośredni mordercy nigdy nie zostali złapani. Zwłoki, trzydziesto dziewięcioletniego Przemysła zostały pochowane, jak wskazuje Rocznik Kapituły Poznańskiej w katedrze pod wezwaniem św. Piotra w Poznaniu przez biskupa Jana, przy licznym udziale możnych, duchowieństwa, rycerstwa i zwykłej ludności. O udziale Brandenburczyków w morderstwie mamy wiele przekonywujących dowodów . Nie możemy więc mieć w tym względzie żadnych wątpliwości. To, że celem margrabiów było porwanie króla, nie uwalnia ich od odpowiedzialności. Co jednak z udziałem polskich rodów Nałęczów i Zarembów ? Należy się zgodzić z Kazimierzem Jasińskim , że niemożliwa była do przeprowadzenia tak sprawnie przeprowadzona akcja, bez czynników z otoczenia Przemysła II. Czy było to jednak obwiniane przez część źródeł rody Nałęczów i Zarembów nie da się jednoznacznie powiedzieć. Bardziej podejrzani są oczywiście Zarembowie, o których winie pisze już Rocznik Małopolski . Dodatkowo obciąża ich udział w buncie w 1284 roku, który z pewnością spowodował, że stosunki Przemysła II z nimi nie układały się najlepiej. Tego samego nie da się powiedzieć o Nałęczach i gdyby nie informacje Rocznika Świętokrzyskiego Nowego i Długosza z pewnością dzisiejsi historycy pisali o przyjaznych stosunkach łączących Przemysłą II nie tylko z Grzymałami i Łodziami, ale także z Nałęczami. Z pewnością można założyć że, jakieś jednostki, bynajmniej nie cała rodzina Zarembów, brały udział w przygotowaniach porwania swojego władcy. Przygotowania te były, ani jawne, ani zakrojone na wielką skalę, z tego powodu przez dłuższy czas pozostały w tajemnicy. Dopiero po kilku latach po śmierci Przemysła II stały się one powszechnie wiadome. Władysławowi Łokietkowi, który min. dzięki Zarembom dostał się spadek po Przemyśle II nie na rękę było dawanie wiary tym pogłoskom i nie uczynił nic, by ukarać winnych. Tym bardziej, że pod koniec lat dziewięćdziesiątych władza księcia kujawskiego w Wielkopolsce była dość mało stabilna. W tym to mniej więcej czasie wiadomość o zdradzie możnych dotarła również do Małopolski, gdzie zapisał je nie podając jeszcze nazwisk Rocznik Traski . Z kolei połączenie morderstwa Przemysła II z Nałęczami miało trochę inny rodowód. Zdecydowała o tym inwazja Brandenburgii na pograniczne ziemie wielkopolskie w 1296 roku. Odłam rodu mający posiadłości w pasie przy Noteci miał w tym momencie dwa wyjścia: albo trzymać się nowego księcia Wielkopolski Władysława i liczyć na to, że uda mu się uporać z Brandenburgią, albo też złożyć hołd lenny margrabiom, aby zabezpieczyć sobie stan posiadania. Wybrali ten drugi wariant, co bardzo szybko, zwłaszcza w niechętnej wielkopolskim rodom Małopolsce, odczytano jako zdradę i spisek z agresorem, częściowo zresztą słusznie. Nie dotyczyło to jednak całości rodu, którego część pozostała wierna sprawie polskiej . Z braku źródeł w tej kwestii trudno wskazać jest imiennie podejrzanych wśród rodów Zarembów i Nałęczów. Odrzucić należy z całą stanowczością teorie oskarżające Wacława II i Henryka III Głogowskiego, jako że są one potwierdzone tylko przez jedno i to bardzo późne źródło: Katalog V biskupów krakowskich , jeśli oczywiście nie liczyć starożytnej maksymy „is reus, cui prodest”. To jest jednak za mało. Na zawsze pozostanie nam Przemysł II w pamięci jako ten, który: „postanowił podzieloną między kilku książąt Polskę, połączyć w jeden organizm państwowy, założyć koronę i uznać siebie królem Polski” . (Katalog V Biskupów Krakowskich)